Strona o naszych wyprawach do Ameryki Łacińskiej i nie tylko

 

Zdjęcia z Mongoli

Kuba tutaj Ola się ...

Meksyk tu poznała ...

San Paulo tu ...

Headline full story...

Headline full story...

Headline full story...

2. Na mongolsko-chińskiej granicy (4)

           Z coraz większą niecierpliwością oczekiwaliśmy na pociąg. Na stacji poznaliśmy sympatyczną Mongołkę, która wyjaśniła nam, że z reguły pociąg nasz jest jest zapchany bowiem jadą nim wszyscy handlarze, którzy przybyli właśnie z Chin. Sytuacja miała się pogorszyć, gdyby przybył jeszcze na czas dodatkowy autobus z Erlianu. Wszyscy wypatrywali, czy nie zbliża się pociąg. Umówiliśmy się z Marcinem, że on będzie pilnował bagaży ja natomiast postaram się zdobyć miejsca w przedziale. Jak się okazało nikt nie zwraca uwagi na przyznane mu w kasie miejce, jedynie ważny jest numer wagonu, który widnieje na bilecie. Deszcz przybierał na sile. Co niecierpliwsi Mongołowie stali już przy torach lekceważąc spadające na nich strumienie wody. Wreszcie pojawił się pociąg. Sunął powoli w naszą stronę. Nagle kilku Mongołów nie zważając na to że pociąg się jeszcze nie zatrzymał wskoczyło na podesty przy weściach do wagonu. Widząc taki rozwój sytuacji postanowiłem także nie być bezczynnym. W jednym z wagonów sąsiadującym z naszym ujrzałem uchylone okno w toalecie. Nie namyślając się długo podciągnąłem się do góry i wsunąłem się do wnętrza brudnego ustępu. Cały umorusany wskoczyłem do wnętrza próbując przedostać się do naszego wagonu. Drzwi od toalety jak na złość były jeszcze zamknięte. Tą samą drogą, jaką przybyłem, czyli przez okno, wydostałem się z powrotem na peron i już nie spiesząc się spokojnie wszedłem z Sawiem do wyznaczonego nam wagonu. Niestety wszystkie miejsca były już zajęte. Na szczęście znaleźliśmy naszą znajomą, która miała dla siebie miejsce. Marcin natomiast odszukał na bilecie przyznany mu oficjalnie numer miejsca i oświadczył protestującej obok kobiecie, że będzie tu siedział i nikt nie zmusi go do opuszczenia tego miejsca. Kobieta wydawała się być bezradna wobec jego stanowczości, wyraźnie oczekując przybycia jakiś znajomych. Wszyscy wokoło wyśmiewali się też z naiwności cudzoziemca, który wierzył w przyznane mu miejsce na bilecie. Jednak po paru słownych utarczkach chyba z szacunku dla jego inności został on zaakceptowany na wykłuconym siedzeniu. Sądzę jednak, że kolega mój nie byłby  taki odważny w upominaniu się o swoje prawa, gdyby jego miejsce zajął potężny groźny Mongoł, który akurat w tym samym czasie panoszył się ze swoją zgrają w przedziale obok, pokszykując i popychając innych, wyrażnie bojących się go współobywateli. Długo jeszcze przyszło nam czekać na odjazd. Do wagonu ładowane byly bowiem niesamowite ilości towaru. Czego tam nie było : elekronika, rowery, ubrania, produkty spożywcze, wielkie zwoje materiałów długie na dwa przedziały. Widok ten przypominał mi pociąg relacji Warszawa - Berlin w roku 1989. W końcu doczekaliśmy się odjazdu. Mieliśmy przed sobą cała noc i pół dnia. Zastanawialiśmy się, jak spędzimy tę noc w takim tłoku w pozycji siedzącej. Wagon ten był identyczny do tych, jakie jeżdziły po Rosji. Był to tak zwany "obszczij" z sześcioma miejcami do leżenia w każdej przegrodzie. Powoli zaprzyjaźniliśmy się z naszymi towarzyszami podróży. Jeden z nich oświadzczył w pewnym momencie, że dwie kobiety, które miały spać na dwóch górnych miejscach chcą pokazać nam swoją gościnność i usłużność jako przyjezdnym i odstępują nam te miejsca, abyśmy mogli się wyspać. Zrobiło mi się strasznie głupio. Marcin wcześniej tak niemiło potraktował jedną z kobiet, a one wyskakują teraz z takim gestem. Trudno pogadzić się nam było z taką myślą, że otrzymamy najlepsze miejsca do leżenia wyłącznie do naszej dyspozycji, gdy jednocześnie reszta gnieździć się będzie na dole po trzy osoby na jednym siedzeniu. Naprawde trudno było nam uwierzyć w to, co stało szczególnie, że pochodzimy z kraju, w którym uprzywilejowana pozycja kobiet w wielu dziedzinach jest dosyć wyraźna. Mimo naszych oporów kobiety nie zgodziły się już na żadne dyskusje. Stwierdziłem jedynie, że w połowie nocy obudzę którąś z nich i zamienimy się miejscami. Moje stwierdzenie pozostało bez odpowiedzi. Mimo wygodnego legowiska trudno mi było zasnąć. Obawiałem się, że gdy stracimy czujność zostaniemy okradzeni. Oczywiście wykluczaliśmy z podejrzeń naszych nowych przyjaciół, ludzi o szlachetnych sercach, ale po korytarzu przemieszczała się niezliczona rzesza różnego rodzaju typków zdziwionych zapewne obecnością białych w takim pociągu. Cudzoziemcy nie jeżdżą z reguły lokalnymi pociągami a jeśli już to robią to na pewno korzystają z lepszych wagonów. Oni jednak nigdy nie poznają prawdziwej Mongoli, w takim stopniu jak my to zrobiliśmy. 

 

więcej... 1/2/3/4/5/6/7/8

O nas | Dotychczasowe podróże | Ksiega gości | Napisz do nas | ©2005 Marcin Plewka