Strona o naszych wyprawach do Ameryki Łacińskiej i nie tylko

 

Zdjęcia z Rosji

Kuba tutaj upiła...

Meksyk tu poznała ...

San Paulo tu ...

Headline full story...

Headline full story...

Headline full story...

1. Bajkał i rosyjskie dziwczyny (3)

            Poznawszy widocznie po akcencie, że nie jestem Rosjaninem twarz mu się jakby rozjaśniła i stał się bardzo uprzejmy. Spytał nawet, czy nie chcielibyśmy u niego zamieszkać ( nie był pierwszym, który to uczynił). Ta wymiana uprzejmości trwała do czasu, gdy ujrzał dziewczynę, która cały czas siedziała w namiocie. Nagle cała jego poprzednia agresja zastała skierowana na nią. Krzyczał, że krąży tu,  szukając złodzieja, który go okradł i wreszcie znalazł osobę, która jest sprawcą wyrządzonej mu szkody materialnej. Jednocześnie wyraził zdziwienie że ktoś taki przebywa w moim namiocie i ja nie obawiam się, że mój majątek zostanie w ten sposób uszczuplony. Nie wchodząc do namiotu mężczyzna zaczął domagać się  opuszczenia go przez dziewczynę, nie przekraczając jego progu próbował wyciągnąć ją na zewnątrz . Jak twierdził chciał z nią porozmawiać. Ona nie zgadzała się na to i mu odrzekła, że jeżeli chce porozmawiać to niech wejdzie do środka. Ja słysząc te wzajemne wyzwiska i oskarżenie ogłupiałem zupełnie i  w tym momencie nie wierzyłem już nikomu, podejrzewając wszystkich o zmowę. Stałem gotowy w każdej chwili do interwencji w zależności od rozwoju wypadków. Jakby na potwierdzenie moich obaw po krótkiej wymianie zdań między dziewczyną o mężczyzną emocje opadły i rozpoczęła się normalna dyskusja zakończona w pewnym momencie ich wspólnym oświadczeniem, że idą razem do wsi po papierosy. Zostałem sam. Ulewa coraz natrętniej dawała o sobie znać. Niezawodna w tym przypadku okazała  się nieprzemakalna kurtka, którą miałem na sobie. Zacząłem powątpiewać w powrót Sawiego, który samotnie w towarzystwie Rosjan udał się do ich "bastionu". Właściwie nie pozostało mi nic poza czekaniem. Nadchodził zmierzch. Z coraz większą trudnością obserwowałem drogę do wsi, którą mógł powrócić mój towarzysz podróży. Postanowiłem przyczaić się w niewielkiej odległości od namiotów na skraju lasu, którego skrawek znajdował się w tym miejscu na skarpie oddzielającej trawiastą część wybrzeża od kamienistej plaży. Starałem się w ten sposób uniemożliwić potencjalnemu napastnikowi zajście mnie od tyłu. Atak od strony wody był mało prawdopodobny chociaż nie wykluczałem go, ponieważ należało w tym przypadku pokonać, na którym się znajdowałem oraz uniknąć szelestu kamieni, które oddzielały skarpę od wody. Ku mojej radości zamiast kupy zbirów w oddali ujrzałem kontury postaci, rozpoznanej przeze mnie jak się z chwilę miało okazać bezbłędnie jako Sawia W nerwowej atmosferze przystąpiliśmy do  wymiany relacji zdarzeń z ostatniej godziny. Marcin jak się okazało nie tylko nie odzyskał swetra, ale także naraził towarzyszącego mu Rosjanina na silne uderzenie w twarz. Sprawcą tej przykrości buł rozwścieczony brat młodej adoratorki, który w ten sposób chciał dać do zrozumienia, że nie życzy sobie dalszej dyskusji na temat zwrotu swetra. Poszkodowany należał do grupy owych czterech, w naszych wyobrażeniach groźnych dla nas synów Liuby. Po opuszczeniu tych niegościnnych progów wszyscy udali się do domu Babuli, gdzie według relacji Sawiego w miłej atmosferze zjedli kolację. On sprytnie wytłumaczył im, że dziś nie chce się już nam zwijać namiotów, natomiast chętnie odwiedzimy ich dnia następnego. O ile relacja ta mogła podziałać na nas uspakajająco to w po wysłuchaniu mojej opowieści Sawio zaczął skłaniać się do moich przypuszczeń co do powszechnej zmowy w wiosce wymierzonej przeciwko naszym osobom. Jasnym stało się, że nie możemy pozostawać na tym miejscu zbyt długo, bowiem noc, która nas czekała mogła być niezbyt przyjemna dlatego też padła propozycja natychmiastowej ewakuacji w inne miejsce biwakowania, które nie będzie znane mieszkańcom wsi a w którym spokojnie moglibyśmy dotrwać do świtu. W zasadzie zgadzałem się z tą propozycją. Uznałem jednak, że lepiej poczekać jeszcze przez pół godziny na obiecany powrót mojej Rosjanki, która odchodzą po papierosa stwierdziła, że wróci niebawem. Miałem też nadzieję, że w przeciwieństwie do Sawia nie stracę części mego odzienia, wypożyczonego dziewczynie. Mój kolega próbował pozbawić mnie tych naiwnych jego zdaniem złudzeń.

            

więcej... 1/2/3/4/

 

O nas | Dotychczasowe podróże | Ksiega gości | Napisz do nas | ©2005 Marcin Plewka