Strona o naszych wyprawach do Ameryki Łacińskiej i nie tylko

 

Zdjęcia z Syberii

Kuba tutaj Ola ...

Meksyk tu poznała ...

San Paulo tu ...

Headline full story...

Headline full story...

Headline full story...

1. Bajkał i rosyjskie dziwczyny (2)

           Sposób w jaki się zachowywali, ich nienaturalna wylewność świadczyły o tym, że zapewne przy zawieraniu znajomości nie obeszło się bez opróżnienia paru "stakanów". Babsztyl ten od razu nie wzbudził mojej sympatii i byłem zły na kumpla, że ją tutaj przyprowadził, jednocześnie nie mogąc zrozumieć dziwnego zniknięcia jego dotychczasowej towarzyszki. Zresztą sam nie pozostawałem tutaj bez winy bowiem sam nie miałem nic przeciwko temu, aby Sawio poszedł wcześniej do wioski, aby nabyć alkohol. Nowo poznana kobieta nie dała się długo zapraszać i po uprzednim zdjęciu gumofilców wgramoliła się do namiotu w sposób poważny naruszając jego stabilność. Bez zbędnych ceregieli tutejszym zwyczajem przystąpiliśmy do picia. Doczekaliśmy się także wyjaśnień dotyczących nieobecności młodej Rosjanki. Okazało się, że jej rodzice wpadli w panikę spowodowaną jej dłuższą nieobecnością i po jej pojawieniu się w wiosce natychmiast zaciągnęli ją do siebie do domu obrzucając Marcina wrogimi spojrzeniami. Dziewoja odeszła więc "zapominając" oddać pożyczony wcześniej przez uczynnego Polaka sweter.  Sawio cały czas zwracał mi uwagę na moje niegrzeczne odnoszenie się do starszej kobiety. Ona widocznie nic sobie z tego nie robiła, bowiem zaczęła zapraszać nas do swojego domu, uzasadniając to tym, że nie może pozwolić na to, żebyśmy tu mokli przez całą noc. Znając właściwości swojego namiotu musiałem w duszy przyznać jej rację. W tym momencie zauważyłem, że moja Rosjanka daje mi znaki, które świadczyły o tym, że chce  opuścić na chwilę namiot i porozmawiać ze mną. Gdy byliśmy już na zewnątrz zaczęła nerwowym i tajemniczym głosem stanowczo odradzać mi przystanie na pomysł zamieszkania u tej starej kobiety i zaproponowała, że  możemy u niej znaleźć schronienie na najbliższą noc. Powiedziała mi, że dobrze zna ową osobę, i że często zdarza się tak, iż czyha ona na turystów, którzy pojawiają się w okolicy, zaprasza ich do siebie do domu, mimo, że nie ma  tam odpowiednich warunków do przyjmowania gości, gdyż jej rodzina liczy około jedenastu osób i im samym trudno jest pomieścić się w jednej chałupie, następnie poi ich i okrada lub nad ranem żąda pieniędzy za "wyświadczone" usługi. Natomiast przy egzekwowaniu należności o "słuszności" jej argumentów w miarę potrzeby przekonuje czterech krzepkich synów. Jakby na potwierdzenie prawdziwości słów mojej rozmówczyni przy namiocie, w którym biesiadowaliśmy przed wyjściem  pojawiło się czterech osobników, którzy podawali się za członków rodziny babiny ( tioti Liuby - jak do siebie kazała mówić). Trzech z nich było ludźmi jeszcze w miarę młodymi, natomiast czwarty był dużo starszy i używał laski, która była mu pomocna w przemieszczaniu się. Wtedy po raz pierwszy tego wieczoru zacząłem odczuwać niepokój, który także natychmiast udzielił się mojemu koledze, gdy niezwłocznie podzieliłem się z  nim rewelacjami naszej koleżanki. Ustaliliśmy, że skoro był on odpowiedzialny za sprowadzenie intruzów to na nim miał spocząć obowiązek pozbycia się ich. Ostrożnie, aby nie zwracać na siebie większej uwagi rozpocząłem poszukiwania metalowej rurki, która była w tym momencie jedyną dodatkową bronią jaką posiadaliśmy poza tymi, w które obdarzyła nas natura. Moje poszukiwania nie trwały długo też już po niespełna minucie byłem w jej posiadaniu. W międzyczasie nasi potencjalni przeciwnicy udali się w kierunku wody i niczym się nie przejmując rozpoczęli zabawę w falach, które przy dość silnym wietrze pojawiły się na jeziorze.    Tymczasem Liuba kontynuowała snucie wizji mile spędzonego wieczoru i nocy w jej gościnnych progach. W pewnym momencie nieoczekiwanie pochyliła się nade mną i obejmując mnie za szyję zaczęła szeptać mi do ucha. Z tego bełkotu zrozumiałem, że jeżeli zapragnąłbym jakiś doznań seksualnych to ona zapewnia, że znajdzie się oddzielny pokój dla mnie i dla mojej wybranki. Uważając chyba, że jej argumenty są wystarczające opuściła namiot i zaczęła wyrywać wbite w ziemię szpilki od namiotu Sawiego. Spotkało się to z jego ostrym i zdecydowanym sprzeciwem, który zapobiegł dalszej "rozbiórce" naszego siedliska. Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami Marcin oświadczył, że bardzo cieszymy się z zaproszenia i nie omieszkamy z niego skorzystać, jak nie dzisiaj to jutro, ale teraz chciałby, aby wszyscy udali się z nim do wioski, bowiem miał jeszcze nadzieję na odzyskanie swetra a jednocześnie mógłby odwiedzić dom, w którym mieliśmy zamieszkać. Pierwsza część planu udała się i wszyscy oprócz mnie i mojej "koleżanki" opuścili polankę.

więcej... 1/2/3/4/

 

 

O nas | Dotychczasowe podróże | Ksiega gości | Napisz do nas | ©2005 Marcin Plewka